Jest oświadczenie szefa ZNP: Nikogo nie zaskakujemy. Determinacja środowiska jest ogromna

Ogłosiliśmy strajk z 35-dniowym wyprzedzeniem, by dać rządowi czas na spełnienie postulatów i rozwiązanie problemów, o których mówią nauczyciele i pracownicy niebędący nauczycielami – czytamy w oświadczeniu szefa Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomira Broniarza, opublikowanym w niedzielę na stronie internetowej.

Szef ZNP dodaje też, że związek nikogo nie zaskakuje. Uprzedza jedynie o terminie rozpoczęcia strajku. – Mówimy, na czym on polega (na niewykonywaniu pracy) oraz o jego możliwych konsekwencjach. Informujemy także o tym jak ważna jest rola nauczycieli w systemie edukacji, że to nasza praca ma wpływ na wyniki uczniów czy na uzyskanie promocji do następnej klasy. Podkreślamy, że rząd nie powinien lekceważyć nauczycieli. Stąd decyzja o strajku. Czy mamy inny wybór, kiedy wszystkie możliwości już wyczerpaliśmy? – pyta Broniarz. 

W oświadczeniu czytamy także, że od czasu ogłoszenia terminu strajku, czyli od trzynastu dni, nauczyciele nie usłyszeli od rządu “żadnych nowych propozycji poza obraźliwymi wypowiedziami” i “próbą pokazania, że protestujących pedagogów można zastąpić osobami spoza szkoły”. 

– Teraz determinacja środowiska jest ogromna, bo dzisiaj jest to już przede wszystkim protest o godność i o lepszą przyszłość edukacji – napisał Sławomir Broniarz przypominając, że nauczycielski protest trwa w zasadzie od października 2016 r. 

Według prezesa ZNP systemowi oświaty grozi zapaść, nie z powodu planowanego strajku, lecz z powodu niskich pensji i zbyt małych nakładów państwa na edukację. – W szkołach i przedszkolach zaczyna brakować nauczycieli, ponieważ są zmuszeni podejmować pracę poza oświatą. Robią to, bo nie są w stanie utrzymać swoich rodzin z nauczycielskich pensji. To już ostatni dzwonek, by zadbać o edukację – podsumowuje związkowiec.

Kontrowersyjna wypowiedź Broniarza

Szef ZNP wydał oświadczenie dzień po tym, gdy po wywiadzie, którego udzielił w Radiu Zet, spadła na niego lawina krytycznych komentarzy.

W rozmowie z Radiem Zet, szef ZNP powiedział, że nauczyciele mają w ręku “potężny oręż jakim jest promocja uczniów”. “Jeżeli skorzystam także z tego oręża to będziemy mieli w edukacji totalny kataklizm związany z rekrutacją albo zakończeniem kolejnych cykli edukacyjnych przez dzieci, uczniów polskich szkół” – cytuje na swojej stronie internetowej Broniarza, Radio Zet.

W odpowiedzi na słowa szefa ZNP Ministerstwo Edukacji Narodowej zapełniło, że tegoroczne egzaminy w szkołach odbędą się zgodnie z harmonogramem Centralnej Komisji Egzaminacyjnej oraz stwierdziło, że groźba utrudnienia promocji dla uczniów, o której wspomniał szef ZNP, “jest działaniem wyjątkowo nieodpowiedzialnym, dla którego nie ma usprawiedliwienia”.

Politycy sceptyczni wobec “karania dzieci”

Kontrowersyjna wypowiedź szefa ZNP nie tylko sprowokowała krytykę ze strony zwolenników obecnego rządu, ale wywołała również sceptyczną reakcję opozycji, która wspiera postulaty nauczycieli.

W dzisiejszej audycji 7×24 w Polskim Radiu 24, Joanna Lichocka z Prawa i Sprawiedliwości powiedziała, że wypowiedź prezesa ZNP jest skandalem i “wykorzystywaniem dzieci w walce politycznej jako żywych tarcz”. Dodała, że takie postępowanie jest w sprzeczności z “fundamentem nauczycielskiego etosu” i wyraziła nadzieję, że nauczyciele odetną się od tych słów. “Zabawa, walka polityczna kosztem uczniów, to jest coś niewyobrażalnego” – podkreśliła posłanka PiS.

Jan Filip Libicki z PSL przyznał, że na początku popierał protest nauczycieli, ale wypowiedź Sławomira Broniarza uważa za niedopuszczalną. Jak mówił, jeżeli prezes ZNP rzeczywiście wykorzysta kwestie promocji uczniów w proteście, to “odbierze sobie moralne do strajku i do zabiegania o wyższe wynagrodzenia dla nauczycieli”.

Z kolei Grzegorz Napieralski, senator w klubie PO mówił, że nie chciałby, by w ramach walki z minister edukacji Anną Zalewską o lepszy byt ktokolwiek karał za to dzieci. Przyznał jednak, że rozumie protest nauczycieli. Wskazywał, że strajki zawsze oznaczają problemy i zamieszanie, niezależnie od grupy zawodowej, która strajkuje. “Jak strajkują lekarze, to martwimy się o zdrowie i życie pacjentów, jak strajkują strażacy – to o to, czy wyjadą do pożarów, a jak policjanci – to o to, czy będą łapać złodziei. Jeśli strajkują nauczyciele, to będzie to kosztem naszych dzieci, ale trzeba też zrozumieć nauczycielki i nauczycieli” – mówił Napieralski.

Czego chcą nauczyciele?

Związek Nauczycielstwa Polskiego domaga się podwyżki o tysiąc złotych od stycznia tego roku. Do 25 marca w szkołach, w których wszczęto spór zbiorowy i w których nie doszło do porozumienia w sprawie podwyżki płac, trwa referendum strajkowe. Jeśli weźmie w nim udział połowa uprawnionych i większość opowie się za najostrzejszą formą protestu, dojdzie do strajku.

Jak zapowiada Związek Nauczycielstwa Polskiego, bezterminowy strajk może rozpocząć się 8 kwietnia – na dwa dni przed początkiem egzaminu gimnazjalnego i na tydzień przed egzaminem ósmoklasisty.