MKS zakończył rundę wygraną z Pogonią. "Takimi meczami cementujemy to, co do tej pory zrobiliśmy"

Robert Lis, trener MKS Perła Lublin

Słabo zaczęliśmy ten mecz, szczególnie w obronie. Nie pamiętam nawet, kiedy po raz ostatni straciliśmy aż 14 bramek. Gratulacje dla Pogoni, bo jej zawodniczki rzucały w każdą ze stron i były skuteczne. W drugiej połowie ta skuteczność zawiodła natomiast nas, bo mieliśmy kilka stuprocentowych sytuacji, które powinniśmy wykorzystać, a tak się nie stało. To jednak wszystko szczegóły.

Najważniejsze, że wygraliśmy, co jest niebywałe. Powiedziałem już dziewczynom w szatni, że te trzy punkty są oczywiście ważne, ale najcenniejsze jest, że pokonaliśmy przeciwności, bo szło nam jak po grudzie, a one się nie załamały. Żadna nawet na chwilę nie zwątpiła w wygraną, a ja w ich oczach widziałem ogień. Pomyślałem sobie wtedy: To jest drużyna. Takimi meczami cementujemy to, co do tej pory zrobiliśmy.

Sylwia Matuszczyk nie znalazła się w składzie z powodu nawrotu problemów ze stopą. Ta kontuzja cały czas wraca, mimo, że jest niby zaleczona. Mamy nadzieję, że teraz diagnoza jest dobra i uda się ten uraz wyleczyć, a Sylwia wróci do treningów 25 marca. Liczymy na to, bo w takim przypadku na mecz w Pucharze Polski z Zagłębiem bylibyśmy w komplecie.

Od jakiegoś czasu gramy dobrze. W przypadku tego meczu przyszedł mały kryzys, może uśpiło nas też łatwe zwycięstwo nad Pogonią w pierwszej rundzie. Muszę to przeanalizować, ale myślę, że po prostu czasem przychodzi taki mecz, gdy nie idzie. Z sytuacji, jakie mieliśmy w końcówce, w innym spotkaniu padłoby z osiem bramek. Dziś natomiast piłka nie chciała wlecieć do siatki.

Rundę zasadniczą możemy generalnie zapisać na plus. Po raz pierwszy jesteśmy liderem tabeli. Zobaczymy jak długo, bo ta kolejka jeszcze się nie skończyła, ale i tak możemy się cieszyć, bo zrobiliśmy swoje, a Zagłębie czuje na plecach nasz oddech.

Gabrijela Besen, bramkarka MKS Perła

Od początku wiedziałam, że wygramy ten mecz. Miałam takie przeczucie. Spotkanie było naprawdę ciężkie. Bardzo chciałyśmy zwyciężyć, ale wiele aspektów tej rywalizacji nie ułożyło się po naszej myśli. Popełniałyśmy sporo błędów i miałyśmy swoje problemy, ale ostatecznie dzięki zespołowej grze i zaciętej walce do samego końca sięgnęłyśmy po trzy punkty.

Ostatnie sekundy meczów, w których wynik jest na styku zazwyczaj są szalone. Nigdy nie wiesz w jaki sposób rywalka rzuci na bramkę. Miałyśmy bramkę przewagi i różnica była niewielka, więc po prostu chciałam tylko złapać tę piłkę! (śmiech).

Jesteśmy w dobrej formie, aczkolwiek nie możemy spoczywać na laurach i się zatrzymywać.

Trzeba kontynuować tę passę jak najdłużej. Mecz z Pogonią był dla nas bardzo ważny, bo był ostatnim w drugiej rundzie. Cieszymy się, że jesteśmy coraz bliżej pierwszego miejsca w tabeli.

Nagroda MVP to w rzeczywistości docenienie całej drużyny. Nigdy nie jest tak, że tylko jeden zawodnik danego zespołu gra dobre spotkanie. Żeby zwyciężać, potrzebujemy każdej piłkarki, bo razem zwyciężamy i razem przegrywamy.

Kinga Achruk, rozgrywająca MKS Perła

Przez większość meczu to my musiałyśmy gonić przeciwnika. Myślę jednak, że cały zespół do samego końca wierzył w to, że te trzy punkty zostaną w Lublinie.

Pozwoliłyśmy rywalkom na zbyt wiele swobodnych rzutów z drugiej linii. W Pogoni grają bardzo utalentowane zawodniczki, które tworzą świetny zespół. Z tego też powodu, na początku miałyśmy problemy. Druga połowa w naszym wykonaniu wyglądała znacznie lepiej, a najważniejszy jest pozytywny dla nas rezultat.

Tego sezonu nie zaczęłyśmy tak, jak byśmy chciały. Początek nie był zgodny z naszymi oczekiwaniami, ale to był proces. Powinniśmy być świadomi i cierpliwi, bo w drużynie zaszło sporo zmian. Przełomowym spotkaniem było dla nas wyjazdowe starcie z Energą AZS Koszalin. Od tamtej wygranej każda z nas czuje i widzi, że poszłyśmy do przodu, a to, co nie funkcjonowało, zaczęło działać.

Daria Zawistowska, skrzydłowa Pogoni Szczecin

Taki jest sport. Być może o wyniku zadecydowało większe doświadczenie, bo to jednak MKS wygrał w tym sezonie więcej spotkań niż my. Oprócz tego, w końcówce swoje show miały bramkarki. Mimo wyniku cieszę się, że pokazałyśmy bardzo dobrą grę, zarówno w obronie, jak i w ataku, bo przez cały mecz to my tak naprawdę dyktowałyśmy warunki.